top of page

Samoregulacja u dzieci - dlaczego sam trening nie wystarczy

  • ninaambroziak
  • 16 godzin temu
  • 6 minut(y) czytania

Dziecko potrafi nazwać emocje i oddychać, a mimo to nadal wybucha. Sprawdź, dlaczego samoregulacja nie buduje się przez ćwiczenie i co musi wydarzyć się wcześniej.


Kilkuletnia dziewczynka przychodziła do mnie z powodu trudności w relacjach - z rówieśnikami, ale i z najbliższymi w domu. Jej nadpobudliwość była tak duża, że trudno było ją zatrzymać przy czymkolwiek choćby na minutę.


Bawiłyśmy się w szkołę: ona była nauczycielką, uczniami były figurki zwierząt, ja odgrywałam jedną z uczennic.


Pewnego dnia przyszła jak zwykle, sprawdziła listę obecności, rozłożyła kartki i zatrzymała się. Zatrzymała się - co nie zdarzyło się nigdy wcześniej.

Powiedziałam z ławki: „Proszę pani, wygląda pani dzisiaj na bardzo smutną. Zatrzymała się pani, a my nie wiemy, co mamy robić w klasie". Spojrzała na mnie, jakby ją to zaskoczyło. „Naprawdę?"

Nie kazałam jej się uspokoić. Nie nauczyłam jej techniki oddechowej. Nie nazwałam jej stanu ponad jej głową, z pozycji dorosłej, która wie lepiej. Siedziałam w ławce i podałam jej jedno spokojne, uporządkowane zdanie o tym, co widzę.

Ona je wzięła. Do końca sesji jej ruchy przestały być tysiącem aktywności na minutę i stały się sekwencją czynności następujących po sobie. Wieczorem dostałam wiadomość od jej mamy: dziewczynka opowiedziała jej o przemocy, której doświadczała w klasie.

Ta scena zmieniła sposób, w jaki myślę o samoregulacji.


Czym jest samoregulacja u dziecka?

Samoregulacja to zdolność do samodzielnego wracania do równowagi - do wyciszenia pobudzenia, zatrzymania impulsu, przeczekania trudnej emocji bez rozpadu.


Nie jest cechą wrodzoną i nie pojawia się z wiekiem sama z siebie.


Poprzedza ją koregulacja: stan, w którym dziecko wraca do równowagi przy pomocy dorosłego, korzystając z jego spokoju jak z pożyczonego narzędzia.

Kolejność jest tu istotna i nieodwracalna. Najpierw ktoś reguluje razem z dzieckiem, dopiero potem dziecko reguluje się samo.


Problem w tym, że tę kolejność łatwo skrócić - i robimy to częściej, niż nam się wydaje.


Dlaczego trening samoregulacji często nie działa?

Do gabinetu trafiają dzieci, które przeszły trening. Umieją nazwać emocje. Umieją oddychać kwadratem. Umieją pokazać na termometrze złości, gdzie teraz są. A w klasie nadal wybuchają i nikt nie rozumie, dlaczego to nie zadziałało.

Z moich obserwacji wynika, że dziecko, które przechodzi trening, zanim w ogóle zapragnęło spokoju, nie uczy się regulacji. Uczy się jej wyglądu. Potrafi wykonać ćwiczenie i nadal nie ma czym się regulować, bo pod ćwiczeniem nie ma doświadczenia, do którego mogłoby wrócić.

Nie twierdzę, że treningi samoregulacji są bezwartościowe. Twierdzę, że zaczynają działać dopiero po pewnej sekwencji, a nie zamiast niej.

Cztery kroki: od koregulacji do samoregulacji

Kiedy patrzę na to, co wydarzyło się między mną a tą dziewczynką, widzę cztery kroki. W tej scenie zmieściły się w kilku minutach. W procesie potrafią zająć miesiące.

1. Dziecko dotyka cudzej regulacji

Nie dostaje jej w formie instrukcji. Dotyka - bo ktoś obok jest spokojny w momencie, w którym ono nie jest, i nie żąda, żeby natychmiast było tak samo.

2. Dziecko się nią zachwyca

To „naprawdę?" jest zachwytem. Zdziwieniem, że tak można. Że ktoś patrzył i zobaczył, i że po zobaczeniu nic złego się nie stało.

3. Dziecko widzi korzyść

Świat po chwili spokoju okazuje się łatwiejszy. Zabawa smaczniejsza. Drugi człowiek bliższy. To jest moment, w którym spokój przestaje być cudzym wymaganiem, a staje się czymś atrakcyjnym.

4. Dopiero wtedy pojawia się chęć

Chęć, żeby zbudować taką zdolność u siebie. I to jest zdanie, dla którego piszę ten tekst: koregulacja przechodzi w samoregulację nie przez trening, lecz przez pragnienie, a ono idzie za doświadczeniem.

Czym jest użyczanie regulacji?

Słowo, przy którym zatrzymałam się najdłużej, to użyczam. Nie „daję". Nie „uczę". Nie „modeluję". Użyczam - tak, jak użycza się czegoś gościowi.

Dziecko przychodzi do mojej sali jako gość. A z gościem jest tak: gościa się przyjmuje, gościowi się nie każe. Dobra gospodyni nie ciągnie go za rękaw po całym domu, nie sprawdza i nie poprawia. Robi coś innego - oferuje.

W sali zabaw tym, co ofiarowuję, nie jest herbata. Jestem ja: moja uwaga, moja obecność, moja dojrzała zdolność do regulacji - do wzięcia, kiedy gość będzie gotów, w ilości, jaką zechce przyjąć. Ma prawo odmówić i to niczego między nami nie psuje. Ma prawo milczeć przez trzy sesje, a nikt mądry nie wyprasza gościa za milczenie.

I dlatego gospodyni, całkowicie zajęta gościem, z zewnątrz wygląda, jakby nie robiła nic.

Co może zrobić dorosły, który jest przy dziecku

Cztery rzeczy zmieniają się, kiedy przyjmie się tę kolejność za punkt wyjścia.

●      Planuj własną uwagę, nie aktywność dziecka. Zamiast zastanawiać się, co dziś zrobicie, zastanów się, czego dziś będziesz szukać w tym, co dziecko powtarza.

●      Sprawdź, czyj niepokój obsługujesz. Kiedy podajesz dziecku gotowe rozwiązanie - otwierasz farbę, kończysz zdanie, proponujesz zabawę - sprawdź najpierw, kto tu potrzebuje ulgi. Jeśli Ty, to nie użyczasz dziecku regulacji. Użyczasz mu własnego bałaganu.

●      Zmień język, w którym opisujesz postępy. Nie „chętnie przychodzi", nie „ładnie współpracuje". Mów o tym, co dziecko potrafi już przy sobie zatrzymać, a czego nie potrafiło dwa miesiące temu.

●      Czytaj ciszę inaczej. Zatrzymanie się dziecka, które zwykle nie przestaje, nie jest przerwą. Bywa najważniejszą minutą całego spotkania.

Czego o tym nie wiem

Te cztery kroki nie pochodzą z badań. Pochodzą z mojego gabinetu i z gabinetów terapeutek, które superwizuję. To jest hipoteza kliniczna, nie ustalenie - i mówię to wprost, bo różnica między jednym a drugim bywa w naszym zawodzie zacierana zbyt łatwo.

Najsłabszym ogniwem jest zachwyt. Skąd wiem, że „naprawdę?" to zdziwienie, że tak można, a nie zwykłe upewnienie się, czy dobrze usłyszała? Nie wiem. Rozumiem to tak, bo pasuje do tego, co widziałam potem. Ale to jest rozumowanie wstecz i mam tego świadomość.

Wiem natomiast, że opisuję coś, co w literaturze istnieje pod innymi nazwami: koregulacja, dostrojenie, pożyczona funkcja alfa. Nie odkrywam nowego zjawiska. Proponuję nazwę dla postawy, która to zjawisko uruchamia.

Jak Play Therapy wspiera samoregulację dziecka

Sama zabawa nie leczy. Leczy to, co dzieje się wokół niej: relacja z terapeutą, który reguluje razem z dzieckiem; symbol, dzięki któremu napięcie może rozładować się w zabawie; oraz proces - powtarzalny, bezpieczny rytm sesji, w którym dziecko krok po kroku dochodzi do własnej równowagi.

Nie prowadzę dziecka, tylko podążam za nim. To, co z zewnątrz wygląda na bierność, jest w istocie nieprzerwaną pracą uwagi - i to właśnie ona daje dziecku coś, czego nie da żadne ćwiczenie: doświadczenie cudzego spokoju, który nie jest wymaganiem.

Celem nie jest uspokojenie dziecka na jedną sesję, lecz wzmocnienie jego zdolności do samoregulacji - tak, by z czasem samo potrafiło wrócić do równowagi.

Kiedy warto skonsultować się ze specjalistą?

Jeśli trudności z zatrzymaniem się utrzymują się mimo pracy w domu, nasilają się albo wyraźnie odbijają na śnie, nastroju i relacjach - warto skonsultować się ze specjalistą. Konsultacja pomaga zrozumieć, na jakim etapie tej sekwencji jest dziecko i czego potrzebuje najpierw.

Jeśli pracujesz z dziećmi zawodowo i to, co tu opisuję, brzmi znajomo, ale trudno Ci to nazwać - takie rozpoznania porządkuje się najlepiej w superwizji.

Podsumowanie

Samoregulacji nie da się wytrenować w oderwaniu od relacji. Dziecko najpierw dotyka cudzego spokoju, potem się nim zachwyca, potem widzi korzyść - i dopiero wtedy chce zbudować taką zdolność u siebie. Trening wprowadzony przed tą sekwencją uczy nie regulacji, lecz jej wyglądu.

Dziecko, które nie umie się zatrzymać, nie potrzebuje kolejnego ćwiczenia. Potrzebuje dorosłego, który jest spokojny w momencie, w którym ono nie jest - i który tego spokoju nie żąda w zamian.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czym różni się koregulacja od samoregulacji? Koregulacja to powrót do równowagi przy pomocy dorosłego - dziecko korzysta z jego spokoju. Samoregulacja to zdolność zrobienia tego samodzielnie. Druga rozwija się z pierwszej, nigdy odwrotnie.

W jakim wieku dziecko powinno umieć się samo uspokoić? Nie ma jednej granicy wieku. Zdolność ta rozwija się stopniowo przez całe dzieciństwo i zależy bardziej od tego, ile dziecko miało doświadczeń koregulacji, niż od liczby lat.

Czy ćwiczenia oddechowe pomagają dziecku w samoregulacji? Pomagają, ale dopiero wtedy, gdy dziecko zna już z doświadczenia stan spokoju i chce do niego wracać. Wprowadzone wcześniej uczą wykonywania ćwiczenia, a nie regulacji.

Dlaczego dziecko nie uspokaja się na polecenie? Bo polecenie „uspokój się" dokłada presji w chwili, gdy dziecko i tak jest przeciążone. Układ nerwowy nie przełącza się na komendę - potrzebuje spokoju z zewnątrz, nie wymagania.

Czym jest użyczanie regulacji? To postawa dorosłego, który oferuje dziecku własny spokój do wzięcia, zamiast żądać, żeby dziecko było spokojne. Dziecko ma prawo z tego nie skorzystać i to niczego nie psuje.

Czy Play Therapy pomaga dziecku, które nie potrafi się wyciszyć? Tak. W bezpiecznej, powtarzalnej zabawie dziecko doświadcza cudzej regulacji bez presji i stopniowo buduje własną. To proces, nie ćwiczenie.

 
 
bottom of page